Elektrifikejszon

Tak, wiem... intrygujący tytuł ale nie myśl sobie, że kompletnie mi odwaliło. Ten wpis nie będzie o (j)e-bajkach! Będzie o czymś zupełnie... innym... 

Eeeekhhhmmm...
Kiedy światła już pogasną.

Kiedy w wokół ludzie zasną.
Wtedy przyjdę Cię przytulę...


... WRRRÓÓĆ! No gdzie k....a! :]

Jak już wszyscy dawno padną na twarz to jest właśnie ten moment kiedy powinieneś szybciutko przebrać się, ogarnąć maszynę i... ruszyć w teren. Nie ważne czy solo, czy w grupie. Nie ważne czy latem, czy zimą... jazda nocą jest zawsze ciekawym i w dodatku dość intensywnym przeżyciem. Noc bowiem zmienia wszystko! To właśnie wtedy nawet single które znasz na pamięć zaczynają wyglądać zuuuupełnie inaczej, a jak do tego dodasz jeszcze dziwne odgłosy dochodzące z głębu lasu, świecące gdzieś w oddali oczka zwierzaczków oraz grę cieni rozdzieranych przez snopy świateł to robi się z tego na prawdę elegancki klimacik!

Aby twoje nocne rowerowanie stało się przyjemnością, a nie nerwową spinką przed wyjściem z domu musisz zawsze zadbać o niezawodne światełko. To ono będzie twoim przewodnikiem w czeluściach czarnej otchłani która czeka na ciebie na dworze. Bez niego przepadniesz. Dlatego ten wpis poświęcam światełkom oraz innym przydatnym urządzeniom elektrycznym które warto po prostu mieć. Od razu też uprzedzam, że nie jest to żadna reklama klamotów tylko krótki przegląd mojego obecnego zestawu do którego "dochodziłem" przez kilka sezonów testując przeróżne (czasami dziwne) rozwiązania.

Poniżej przedstawione klamoty nie są budżetowym rozwiązaniem z prostego względu. Doświadczenia z tanimi badziewiami pokroju Aliexpress czy Biedra po raz kolejny pokazały, że nie stać mnie na tani sprzęt. Wolę kupić raz, a dobrze. Z drugiej strony musiałbym upaść na głowę żeby kupić zestaw oświetlenia "rowerowego" za półtora klocka. To co niżej przedstawię to po prostu mocna średnia półka, która według mnie jest na tyle dobra, że pozwala na intensywne użytkowanie bez ryzyka  rozpadnięcia się przy trzeciej wyprawie.

oswietlenie rower bikepacking convoy nitecore nitefighter fenix lampka 18650

To co widzicie wyżej to prawie cały zestaw jaki aktualnie posiadam.

Wygląda skromnie? 

Tak właśnie ma być! Oprócz niezawodności i znośnych parametrów sprzęt ma być przede wszystkim lekki i kompaktowy! Nie wyobrażam sobie wyryp tobołkarskich, gdzie jadę dojebany jak koń na orce. Tam każdy dodatkowo targany kilogram odbiera kolejne 9,97425% funu. Z resztą nawet przy szybkiej nocnej rundzie po lokalnej puszczy ma być tak, że ekstra sprzęt nie wadzi, nie ciąży i co najważniejsze nie wkurwia :]

Aby było Wam łatwiej przejść przez te wypociny poniższe zestawienie podzieliłem na... źródełka mocy i mniej (lub bardziej) zachłanne na nią odbiorniki. Zaczynamy od tych pierwszych...

Nośnik energii: ogniwa 18650

Ta przydługa liczba to oznaczenie standardowego ogniwa opartego przeważnie na związkach litu. Ogniwa te występują w przyrodzie w różnych wersjach. I tak mamy ogniwa litowo-jonowe, litowo-manganowe, litowo-kobaltowe i litowo-cholera-wie-jakie... Jest trochę tego.

Pierwsze pytanie jaki zadałby w tym momencie każdy Janusz to... Dlaczego nie "paluszki"?!

Ano dlatego że popularne baterie/akumulatory AA, czy o zgrozo AAA są po prostu słabsze, mają mniejsze pojemności co wymusza ich stosowanie w większych zestawach, a to rodzi niepotrzebny bajzel przy ich przewożeniu, ładowaniu, rotowaniu itd. Zostawmy więc paluszki w spokoju. Mogą co najwyżej napędzać twój pilot od telewizora albo wibrator twojej starej. 

Ogniwo 18650 jest większe niż typowy "paluszek" przez co bardziej męskie :] Typowa pojemność znamionowa dobrego ogniwa Li-Ion to około 2500-3500mAh. Jest to wystarczająca ilość energii aby naładować od zera twój telefon albo pojeździć przez dobrą godzinę z małą latarką pracującą na pełnym ogniu. Cena dobrego ogniwa to około 20-40 peelenów. Jeżeli chcesz przycebulić i kupić reklamówkę ogniw po 10pln na all#&%! to od razu mówię, że na 99,999% w tej cenie kupisz jakieś gówno którego realna wydajność będzie co najmniej żenująca. Między bajki można też włożyć pojemności ogniw na poziomie 4000-5000mAh. Takie nie istnieją!

Być może nie wszyscy są tego świadomi ale ogniwa typu 18650 można znaleźć w wielu różnych urządzeniach IT/RTV/AGD. Są one często złączone w większe pakiety i występują pod postacią np. baterii laptopów czy akumulatorów elektronarzędzi bezprzewodowych. Jak ktoś ma dostęp do tego typu  rzeczy to może sobie rozparcelować taki pakiet, a pozyskane ogniwa wykorzystać do bardziej niecnych celów.

Podstawą mojej mobilnej elektrowni jest zawsze około 10 sztuk ogniw 18650. Są to głównie wyroby firm LG, Panasonic czy Nitecore z pojemnościami oscylującymi w okolicach 3000mAh. Osobiście stosuję wyłącznie ogniwa niezabezpieczone przed nadmiernym rozładowaniem bo są bardziej dostępne, a kontrolę nad napięciem akumulatorów i tak ogarniają sterowniki wbudowane w większość moich urządzeń odbiorczych. Oczywiście nie myśl sobie że te dziesiąć sztuk zawsze wożę ze sobą, bo to przy wadze sztuki na poziomie 40-50 gram oznaczałoby dodatkowe pół kilo zbędnego balastu! Z reguły zabieram ze sobą od 3 do 5 naładowanych sztuk gotowych do akcji, a reszta trzymana jest na bazie jako żelazna rezerwa. Znając realna wydajność na danym urządzeniu biorę tyle ogniw ile mi akurat potrzeba, plus jedna tak w razie czego.

Ładowarka mobilna: Nitecore F1

To ultra lekka (30g), turystyczna ładowareczka USB mieszcząca na raz jedno ogniwo 18650 (ale ogarnia też inne). Konstrukcja stopniem złożoności przypominająca cep oraz uniwersalność sprawia, że F1 to mój kompan podczas krótszych 1-3 dniowych wycieczek w dzicz. Pozwala bowiem naładować ogniwo z niemal dowolnego źródła. Ponieważ posiada standardowy port microUSB to mogę do niej podłączyć chociażby powerbank i "przelać" zgromadzoną w nim energię na ogniwo lub po prostu podłączyć ją do 230V za pomocą ładowarki od telefonu.

nitecore f1 18650 usb ladowarka turystyczna

Najfajniejsze jednak w niej jest to, że oprócz wspomnianego gniazda służącego do ładowania na drugim jej końcu znajduje się pełnowymiarowe gniazdo USB które... oddaje energię, więc całość działa również jako powerbank. Ten mały kawałek plastiku jest więc dla mnie niczym "bufor". To dzięki któremu mogę niemal dowolnie redystrybuować prąd w zależności od aktualnych potrzeb.

Powerbank: ENB 2

Ten wynalazek jest kupienia na azjatyckich portalach za niecałe dziesięć dolców i jest w zasadzie obudową na dwa ogniwa 18650. Traktuję go przeważnie jako "etui" do bezpiecznego przenoszenia zapasowych ogniw ale jednocześnie stanowi on awaryjny (a czasami nawet podstawowy) powerbank.

enb2 powerbank 18650

Jak komuś mało to gdzieś widziałem też wersję na trzy ogniwa. Waga takiego pustego ENB to około 50 gram.

Ładowarka sieciowa: USB 5V

Jeżeli marzy ci się dwutygodniowa wyprawa gdzieś w pizdu to niestety jest to pozycja "must be". W zasadzie może to być dowolna mała i lekka ładowarka USB od telefonu lub tabletu. Sugeruję tylko aby wybierać takie z prądem ładowania conajmiej 1A. Te z słabszym prądem będą dłuzej ładować nasze ogniwa co może być problematyczne przy ograniczonym dostępie do 230V.

ladowarka usb 1a

Wraz z ładowareczką zawsze zabieram 15 cm kabelek microUSB. Całość waży oszałamiające 40 gram.

Ładowarka sieciowa: Nitecore D4 230V

To efektownie wyglądająca uniwersalna stacja ładująca. Urządzenie jest w stanie naładować w zasadzie 90% akumulatorów dostępnych na rynku (łącznie z tymi twojej starej). Ogniwa, paluszki i inne bardziej egzotyczne źródła energii nie stanowią dla niego problemu. Może nie jest to ultra szybka ładowarka ale za to dba aby wszystkie akumulatory zawsze były w należytej kondycji.

nitecore d4 18650 ladowanie

Ile waży nie wiem i nie interesuje mnie to bo nigdzie jej nie zabieram. Leży sobie zawsze w domu bo na wyjazdach wystarcza mi mała F1.

To na tyle jeżeli chodzi o źródła energii. Jak widać wspólnym mianownikiem na jakim oparłem swój zestaw są ogniwa 18650 i złącza USB. Wybór takich a nie innych standardów wprowadza dużą modułowość i uniwesalnosć co pozwala wybrać prawie zawsze optymalną konfigurację pod daną trasę. Przejdźmy teraz do prezentacji odbiorników...

Latarka EDC: Convoy S6 (mod)

To moje podstawowe oświetlenie jakie zabieram na rower. Po długich poszukiwaniach mój wybór padł na zmodowaną przez Bociana popularną latarkę Convoy S6. Egzemplarz który posiadam jest uzbrojony w pierwszą wersję sterownika i okrągły kolimator 30 stopni. W momencie kiedy to piszę dostępna jest ulepszona (druga albo nawet trzecia) wersja tego moda ale nawet ta moja ciągle daje radę.

convoy s6 bocian oswietlenie rower latarka 18650

Latarka jest zasilana jednym ogniwem, co pozwala jej pracować na pełnej mocy (na oko solidne 800lm) przez dobrą godzinę (w zależności od temperatury). W tym trybie to maleństwo działa niczym działo laserowe zalewając trasę snopem fotonów na minimum 20 metrów.

Mój egzemplarz ze względu na umiarkowaną optykę kolimatora nie świeci jakoś mega szeroko. Dlatego stosuję go przeważnie jako szperacz montując na kasku lub czasami na kierownicy. W ten sposób oświetla prawie wszystko na co spojrzę. Obecnie niektóre zmodyfikowane egzemplarze można sobie zamówić z eliptycznym kolimatorem 30x60 stopni. Taka optyka poprawia szerokość świecenia ale trzeba pamiętać aby za każdym razem poprawnie zorientować latarkę w uchwycie.

W kwestii mocowania to początkowo było ono dość problematyczne ale finalnie zrobiłem sobie własne mocowanie przerabiając tani uniwersalny uchwyt pod system mocowań znany z kamer GoPro. Koszt całej operacji zamknął się w około 20 złotych.

gopro uchwyt latarka kask

Mam akurat kask Uvex Quatro Pro z demontowalną "platformą" na actioncam'a, więc takie rozwiązanie najbardziej mi pasowało. Ulepione własnoręcznie mocowanie okazało się zaskakująco trwałe, lekkie i stabilne.

Jeżeli chodzi o wygodę korzystania to nie da się nawet tego porównać do większości rowerowych czołówek jakie miałem wcześniej (różne biedry, sigmy, mactroniki...). Zmodyfikowana S6 jest lekka, odporna, a nowy sterownik pozwala dostosować tryby pracy do własnych potrzeb. No i przede wszystkim jej wydajność rozwala konkurencje. A poza tym to... przecież jest normalna latarka z której mogę korzystać gdzie chce i jak chce. Dla mnie prawdziwy synonim EDC. 

Czy warto dopłacać prawie drugie $$$ tyle do moda?

Moim zdaniem tak. Nawet seryjna S8 przy niej mięknie. Sprawdzałem :]

Latarka Convoya jest oczywiście jest w 100% wodoszczelna, a jej aluminiowy korpus sprawia że jest praktycznie niezniszczalna. Waga bez ogniwa to zaledwie 75 gram.

Czołówka: Fenix HL55

To mój najświeższy nabytek. Ta zasilana jedym ogniwem czołówka podobnie jak S6 posiada pancerną i w 100% wodoszczelną obudowę wykonaną z aluminium. Mało tego... regulacja pochylenia latarki w pionie wynosi aż 180 stopni co niesamowicie podnosi komfort jej użytkowania.

fanix hl55 18650 czolowka

Jej żywioł to biwak. Próbowałem z nią jeździć ale nie ma porównania do zamocowanej na sztywno S6-tki. Za to podczas wszelakich noclegów na dziko sprawdza się idealnie. Nadaje się również do pieszej eksploracji wszelakich dziur w ziemi czy ciemnych pomieszczeń.

Jedyną jej wadą jaką póki co zauważyłem to brak automatycznego wyłączania przy zbyt niskim napięciu akumulatora. Producent zaleca aby stosować ogniwa z zabezpieczeniem ale moża też korzystać z niezabezpieczonych. Latarka przy zbyt dużym spadku napięcia zaczyna delikatnie mrugać co kilkanaście sekund dając sygnał że już czas na nowe ogniwo. Całość razem z uprzężą waży 115 gram. 

Lamp(k)a rowerowa: Nitefighter BT40S

Ten chiński klamot stanowi stały punkt mojego wyposażenia zawsze gdy zapowada się nocne szwędanie dłuższe niż 3 godziny oraz co jest naturalne podczas dłuższych wyryp bajkpakingowych. Ptarząc na nią łatwo można stwierdzić, że lampka to chyba złe określenie. Bardziej pasuje do niego określenie - mini reflektor z zewnętrznym pakietem zasilajacym.

nitefigher bt40s oswietlenie rower lampka 18650

Mój egzemplarz jest póki co seryjny ale coś czuję, że niedługo przebuduję pakiet na jakiś solidnych, markowych ogniwach. Te seryjne zapewniają deklarowanie 5200mAh raczej tylko na papierze. Przekładając to na realny czas świecenia dramatu nie ma i czterdziestka powiedzmy te 3 godziny poświeci na pełnym ogniu... no dobra... prawie. Ostatnio w Świeradowie świeciła przez 2 godziny na 100% i potem jeszcze ponad godzinkę ale tak na... 65-70%. Jest więc co poprawiać. 

Sam czas działania nie był jednak jedynym powodem dla którego ją kupiłem. Jak wspomniałem Convoy idealnie oświetla to co wydarzy się "za chwilę" (co pomaga na krętych singlach) ale to co się dzieje "tu i teraz" tuż przed przednim kołem zawsze było trochę owiane... hmm... nutką tajemnicy ^_^.

Po sezonie jazdy doszedłem więc do wniosku, że nie da się osiągnąć nocą rowerowej nirvany tylko na jednym lampiszonie. Potrzebowałem więc dodatkowego źródła światła doświetlającego tzw. pierwszy plan (5-15m). 

W tej roli BT40 z swoją optyką rozpraszająca sprawdził się doskonale. 

Szybka nocna jazda w zestawie składającym się z S6 na kasku i BT40 na kierownicy w pełni mnie satysfakcjonuje. Convoya z reguły ustawiam sobie na 70% mocy, a Nitefightera na 100% i jest naprawdę jasno. Tak na moje kaprawe oko robi się jakieś 2000lm.

Jeżeli chodzi o mocowanie to cały ten pierdolnik po wyjęciu z pudełka trochę przeraża ale sama instalacja całości okazuje się szybka i prosta. Pakiet Nitefighera podwieszam w fabrycznym materiałowym koszyku pod górną rurę ramy za pomocą długich rzepów, a sam reflektor wędruje na kierownicę mocowany grubą gumką. Połączenie elektryczne obu elementów to solidny aczkolwiek troszkę sztywny kabel wyposażony w szybkozłączkę (w zestawie jest też przedłużacz).  

Warto wspomnieć że w zestawie oprócz gumek do troczenia reflektora znalazła się również mocowanie do kasku :] Kompletnie nie wyobrażałem sobie opcji instalacji takiej elektrowni na bani ale owo mocowanie okazało się zajebiście pomocne przy... moich wyrypach z uprzężą.

 nitefigher bt40s oswietlenie rower bikepacking lampka 18650

Po odcięciu poprzecznych pasków materiałowych i puszczeniu jednego równolegle zyskałem hiperbajkpakerski uchwyt wzbudzający zazdrość na dzielni :]

Wodoodporność całego zestawu uważam za dostateczną. Przy którymś biwaku nie chciało mi sie zdejmować lampy z roweru, więc zostawiłem ją jak się potem okazało na mocno deszczową noc. Rano wszystko działało jak należy.

Jakieś wady?

W zasadzie jedna. BT40S nie nadaje sie kompletnie do jazdy po ulicach! Raz że załączone do niego optyki świecą na tyle szeroko, że bankowo będą oślepiać innych, dwa różnica jasności pomiędzy czterema stałymi trybami jest tak mała, że lampa nawet na najniższym trybie jest według mnie po prostu zbyt jasna na miasto. Amen.

To tyle. Tak  wygląda aktualnie mój zestaw oświetlenia i magazynowania energii. Póki co nie chcę nic w nim zmieniać i skupić się tylko na dalszej eksploatacji. O potencjalnych modyfikacjach będę pisać w miarę na bieżąco poniżej...

Click me

Skomentuj