Wyprawa: Sudety środkowe

Jesienną wyprawę tę planowaliśmy dość długo bo przez praktycznie cały okres wakacyjny. Finalnie padło na pasmo Śnieżnika w Sudetach środkowych. Plan był jak zwykle ambitny, no ale przecież "no pain, no gain".

Plan wycieczki był mniej więcej taki:

Baza: Międzygórze

  • Dzień 1 - masyw Śnieżnika
  • Dzień 2 - masyw Serak-Kerpnik-Praded
  • Dzień 3 - zabawa na Rychlebskich Ścieżkach

Ekipa była dość rozentuzjazmowana, więc jechaliśmy tam napaleni jak dziki.

Dzień 1 - wycieczka wzdłuż granicy polsko-czeskiej

Plan był taki, żeby wyjechać i wrócić do Międzygórza o własnych siłach. Wystartowaliśmy z naszej kwatery obierając kierunek na najwyższy szczyt okolicy - Śnieżnik.

masyw snieznik

W planach było zdobycie korony masywu Śnieżnika, czyli kolejno: Śnieżnik (1425), Mały Śnieżnik (1337), Goworek (1320), Puchacz (1190), Trójmorski Wierch (1145). Całkiem "na bogato". Prawda?

 

Naszą mozolną wspinaczkę rozpoczęliśmy już w samym Międzygórzu. Pierwszy dłuuugi podjazd szutrową drogą szybko zweryfikował moje możliwości kondycyjne. Zacząłem żałować, że nie dokończyłem modyfikacji swojego napędu. Niby dołożone dwa zęby na korbie, a różnica okazała się na tyle duża, że na większych stromiznach nie dawałem rady. Dodatkowo po kilku kilometrach zorientowałem się, że nowa opona Michelina z tyłu ostro tarła bocznymi klockami po ramie! Do tej pory nie rozumiem jak to się stało bo przed wyjazdem już na niej jeździłem i nic nie tarło! No cóż, nie pozostało mi nic innego niż próbować przetrwać z tym defektem do końca wyjazdu. Część watów pójdzie się pi...

Po jakimś czasie dojechaliśmy do schroniska pod Śnieżnikiem, gdzie chwilę odpoczęliśmy. Następnie rozpoczęła się ostra wspinaczka na jego szczyt. Początkowo cudowną ścieżką wzdłuż granicy, wśród wrzosów i drzew. Marzyło mi się, żeby spróbować nią zjechać w drodze powrotnej bo była bardzo malownicza, a zarazem mocno techniczna. Idąc dalej, gdy wyszliśmy ponad linię drzew zaczęły się skały, a ponad nim dłuuugie kamienne wyczerpujące gruzowisko prowadzące na sam szczyt.

Zjazd z powrotem w stronę schroniska po tym polu kamieni był dobrym wyzwaniem. Siodło w dół i powoli przed siebie. B niestety szybko doznał otrzeźwienia, gdy po kilkudziesięciu metrach wyciął piękne OTB na swojej Konie. Po szybkim opatrzeniu chłopaka pojechaliśmy dalej. Zawias chodził jak należy wybierając kamienie i korzenie. Fajny techniczny zjazd na którym po raz pierwszy nowe opony pokazały naprawdę co potrafią. Przyczepność na korzeniach była niesamowita!

Od schroniska odbiliśmy na Zachód w stronę Małego Śnieżnika, gdzie na podjeździe spadł mi łańcuch tak nieszczęśliwie, że zaklinował  się między szprychami, a kasetą. Reszta pognała przodem, a ja zostałem sam nie mogąc go za cholerę uwolnić. Na szczęście szlakiem schodziła jakaś para Czechów którzy mi pomogli.

Po niezbyt urokliwym szczycie najwyższego Śnieżnika rozpoczęła się seria trochę niższych ale za to przepięknych szczytów i przełęczy. Zjazd z ostatniego Trój-morskiego Wierchu był wręcz kozacki. Ciąłem na swoim rogaczu w dół jak dzik :)

Ostatni etap powrotny do Międzygórza okazał się w połowie podjazdem. Dla mnie w tym momencie powoli zaczynała się już wytrzymałościowa rzeźnia, ale jakoś powoli udało się doturlać. Po drodze się trochę pogubiliśmy ale finalnie wszyscy dotarli na bazę cali i zdrowi.

Podsumowując zrobiliśmy prawie 40 kilometrów i prawie 2 km podjazdów. Dobrze ze pogoda była tego dnia idealna:

  • sudety2014_03
  • sudety2014_04
  • sudety2014_05
  • sudety2014_06
  • sudety2014_07
  • sudety2014_08
  • sudety2014_09
  • sudety2014_10
  • sudety2014_11
  • sudety2014_12
  • sudety2014_13
  • sudety2014_14
  • sudety2014_15
  • sudety2014_16
  • sudety2014_17
  • sudety2014_18
  • sudety2014_19
  • sudety2014_20
  • sudety2014_21
  • sudety2014_22
  • sudety2014_23

Dzień 2 - czeski film

Drugi dzień górskiej przygody rozpoczęliśmy od kilkudziesięcio kilometrowej przejażdżki autem w okolice czeskiej miejscowości Jesenik. Stamtąd mieliśmy wjechać na Serak, dalej nielegalnie (zakaz rowerowania) przedostać się na sąsiadujący Kerpnik, a następnie wjechać na masyw Praded, aby przy schronisku zjechać na Vysoky Vodopad i wrócić bokami w stronę Jesenika do auta.

serak kerpnik praded jesenik

Pogoda nadal dopisywała ale mając w nogach dzień pierwszy wiedzieliśmy, że nie będzie już tak łatwo. Ruszyliśmy więc pod górę. Podjazd na Obre Skały nie był taki straszny bo jak się okazało prowadziła tam całkiem ładna asfaltowa, wijąca się wśród skał droga. Po wdrapaniu się na górę zaczęliśmy wprowadzać ostatnie 2 km rowery pieszym szlakiem na sam szczyt Seraka. Droga była trudna i męcząca, ale bardzo klimatyczna.

Z szczytu w kierunku sąsiedniego Kerpnika dało się już jechać rowerami. Krótki postój na czeskiego browara po drodze w schronisku był obowiązkowy. Dalej czerwonym szlakiem pieszym ruszyliśmy obok Śneznej Dolny w kierunku Cervenohorskego Sedla. Wówczas pogoda nagle zaczęła się psuć. Całą drogę w dół jechaliśmy już w ciężkich chmurach. Gdy zjechaliśmy szybkim szutrem do przełęczy zorientowaliśmy się, że robi się naprawdę krucho z czasem. Jesienią dni są już namacalnie krótsze, a psująca się coraz bardziej pogoda dodatkowo potęgowała poczucie zbliżającego się nieubłaganie zmierzchu.

Zaczeła się niepotrzeba walka z czasem i przez pośpiech za bardzo się rozciągnęliśmy. W efekcie T, który jechał na końcu zgubił się zjeżdżając ostro w dół zamiast odbić na podjazd prowadzący do szczytu Preded. Zmarnowaliśmy przez szukanie się nawzajem tylko kolejne kilkadziesiąt minut cennego czasu. Nie dość, że robił się bardzo mocny niedoczas, to pogoda się kompletnie załamała. Zaczęło lać i grzmieć. Temperatura gwałtownie spadała. Shiiiit!

Jadąc na swojej rezerwie, jakoś dotelepałem się za ekipą do schroniska przy którym mieliśmy odbić na wodospad i zacząć wracać. Dobijała 18:00. Szybka herbata i krótka narada z miejscowymi skłoniła nas do porzucenia opcji powrotu przez szlak i wybrania najprostszej/najszybszej drogi w dół - asfaltowej drogi na Predad.

Z schroniska na Praded dojechaliśmy relatywnie szybko i równie szybko się znów niepotrzebnie rozdzieliliśmy. B i T polecieli na rozwidleniu w dół jedyną drogą asfaltową. Ja z P zostałem na górze. Szybkie spojrzenie na nawigację i złapaliśmy się za głowy.

Gdzie oni k**wa jadą?!!

Droga asfaltowa owszem szła w dół ale kompletnie w przeciwnym kierunku niż Jesenik!!!

Najgorsze co mogliśmy w tym momencie zrobić to się rozdzielić. Nie pozostało więc nam nic innego jak zacząć zjeżdżać za nimi. Lecieliśmy dobre kilka kilometrów po asfalcie w strugach zimnego deszczu, grubo powyżej 50km/h. Byłem cały przemoczony, niewiele widziałem bo moje koła wzbijały pióropusze wody, a ręce miałem tak zgrabiałe że ledwo trzymałem kierownice. Dotarliśmy do miejscowości Bila Opava, gdzie już wszyscy uświadomili sobie gdzie są.

Nie było wyboru musieliśmy resztę drogi jechać szosą, kierując się na północ w kierunku Jesenika. Jakieś 30 km lekko licząc. Zapadał mrok.

P i B mając więcej pary w łydkach pojechali przodem, ja z T jechaliśmy wolniej  z tyłu. Po drodze było kilka mozolnych i długich podjazdów ale generalnie do przejechania. Około godziny 19:00 dojechałem do miejscowości Vidly, gdzie spotkałem T, który oznajmił, że dalej nie jedzie dalej bo zamarza i nie ma oświetlenia. P i B dzielnie pojechali dalej do Jesenika po autoa ja nie mając większego wyboru zostałem z T w tych cholernych Vidalch.

Ciągle padało, robiło się ciemno i bardzo nieprzyjemnie. Na nasze szczęście w ten niedzielny wieczór w tej małej mieścinie otwarty był... czterogwiazdkowy hotel z restauracją! :] To było chyba jedyne miejsce, gdzie mogliśmy się ogrzać i osuszyć. Niewiele myśląc wbiliśmy się do niego. Załoga hotelu trochę się dziwnie na nas patrzyła bo wyglądaliśmy jak kosmici (woda lała się z nas strumieniami!) ale o dziwo nie wywaliła nas za drzwi od razu. Tak się składało, że miałem przy sobie kilkaset koron, więc zamówiliśmy coś na ząb licząc, że reszta ekipy niedługo po nas przyjedzie.

Niestety tak się nie stało! Po jakiejś godzinie otrzymaliśmy informacje, że chłopaki dotarli do auta ale te jest martwe bo padł akumulator! W tym momencie uświadomiliśmy sobie w jak czarnej dupie będziemy jeżeli nie da się go uruchomić!

Czas do zamknięcia hotelu nieubłaganie się kończył. Stwierdziłem do T, że trzeba czekać jak najdłużej się da w cieple i dopiero jak nas wyproszą to wyjdziemy na zewnątrz. Gdy wybiła 22:00 zgodnie z przewidywaniami wywalono nas za drzwi. Nie było wyboru musieliśmy jechać dalej szosą w kierunku reszty ekipy, która w międzyczasie szukała pomocy w opaleniu auta wśród tubylców. Podczas naszego pobytu w hotelu na szczęście przestało lać. Było w prawdzie mokro i zimno ale przynajmniej na głowę nic nie padało. Przełożyłem tylne światło do roweru T, a czołówkę z Bierdry założyłem na swój kask. Ruszyliśmy w zwartym szyku ludzkiej glisty, ja na przedzie, T na tyle :)

Szosa oczywiście prowadziła w górę wśród zalesionej dziczy. Był ciemno jak w czarnej dupie! Obaj się tylko modliliśmy, żeby oświetlenie wytrzymało. Powoli posuwając się do przodu w końcu wdrapaliśmy się na szczyt kolejnej przełęczy, gdzie odetchnęliśmy z ulgą bo teraz miało być już tylko z górki lub płasko. Ta cudowna chwila nie potrwała jednak zbyt długo. Po kilkudziesięciu metrach nagle poczułem, że coś mi przód miękko zaczął chodzić. Świecę na przednie kolo, a tam cholerny kapeć!!!

K***a M*ć! Szosa w środku lasu, zaczyna się zjazd, nie wiadomo na jak długo starczy światła, a ja stoję jak ta pi**a z wielkim ćwiekiem wbitym w przednią oponę! AAAGHHHRRRR!!!

Próbowaliśmy iść na piechotę w dół ale zjazd wydawał się nie mieć końca, więc i tak finalnie musiałem na poboczu zmieniać dętkę w świetle powoli kończącej się czołówki.

Dobrze, że miałem zapasową gumę w plecaku i nie musiałem nic w tych warunkach kleić. Koło ogarnąłem w niecałe 10 minut i ruszyliśmy ostrożnie w dół bo w niknącej strużce światła gówno już było widać. Tym sposobem dotarliśmy do cywilizacji - miejscowości Bela, gdzie po 30 minutach P i B podjęli nas autem z zamontowanym na prędze akumulatorem wyjętym z jakiegoś wiejskiego pickupa.

W Międzygórzu byliśmy gdzieś o 02:00!

PS.
Akumulator padł bo P zostawił auto na światłach przeciwmgielnych! SIC!

  • sudety2014_d2_01
  • sudety2014_d2_02
  • sudety2014_d2_03
  • sudety2014_d2_04
  • sudety2014_d2_05
  • sudety2014_d2_06
  • sudety2014_d2_07
  • sudety2014_d2_08
  • sudety2014_d2_09
  • sudety2014_d2_10
  • sudety2014_d2_11
  • sudety2014_d2_12
  • sudety2014_d2_13
  • sudety2014_d2_14
  • sudety2014_d2_15
  • sudety2014_d2_16

Dzień 3 - Super Flow!

Wszystko mokre. Dokładnie wszytko!

Tak rozpoczął się ostatni dzień wyprawy. Nie dość że niewyspany przez wczorajszą przygodę to jeszcze musiałem zmuszać  się do założenia mokrych, gaci, butów, bluzy,etc. Brrr...!!!

Przed nami został ostatni etap wycieczki - Rychlebskie Scieżky z Cerną Horą w roli głównej. Tym razem plan zakładał już na spokojnie, wdrapać się znaną trasą Dr Weisnera, a następnie przelecieć szybkie 7 sekcji Super Flow'a. Krótko mówiąc miejsce znane i lubiane. 

Zanim to jednak nastąpiło musieliśmy znów jechać do Jesenika, żeby oddać chłopu akumulator i odebrać nasz. Chwilę nam to zabrało ale finalnie znaleźliśmy się pod urzędem gminy w Cernej Vodzie.

Oczywiście jak dojechaliśmy zaczeło padać :) Okryci jakimiś płachtami, membranami, reklamówkami zaczeliślmy naszą wspinaczkę. Im wyżej tym coraz bardziej lało choć w sumie jak teraz o tym myślę to mi było chyba już wszystko obojętne bo od rana byłem mokrym ubraniu.

Po wdrapaniu się na górę zaczeliśmy ogarniać kolejne sekcje. Ścieżki jak na tę pore roku były dość czyste (mało liści), a wiec na swoich oponach czułem się tam bardzo pewnie. Tylko miejscami pozbierały się duże kałuże przez które i tak przelatywało się na pełnej prędkości wzniecając małe tsunami.

Mimo trudnych warunków jechało się całkiem przyjemnie. Dolne 3-4 sekcje którymi jechałem pierwszy raz zaskoczyły mnie swoim zróżnicowaniem. Podobała mi się wielka kłoda na którejś z sekcji i lawirowanie po półkach nad małym wąwozem. Do auta zjechaliśmy cali w błocie ale można powiedzieć, że spełnieni. ;)

  • sudety2014_d3_01
  • sudety2014_d3_02
  • sudety2014_d3_03
  • sudety2014_d3_04
  • sudety2014_d3_05
  • sudety2014_d3_06
  • sudety2014_d3_07
  • sudety2014_d3_08
Click me

Skomentuj

sudety srodkowe obre sklay
sudety srodkowe obre sklay