Weekend w Sudetach

Pierwszy test drive nowej maszyny odbył się na bogato w postaci wyprawy w Sudety Wschodnie. Te trzy dni skutecznie zweryfikowały poziom nędzy mojej kondycji (biurowe życie zabija), ale przejechalem, przeżyłem, generalnie było sympatycznie :)

Dzień 1 - Góry Sowie

Postanowiliśmy wykorzystać bliskość Gór Sowich i wybraliśmy się przez Bielawę w kierunku Wielkiej Sowy. Pogoda była całkiem fajna, trochę wilgoci ale bardzo ciepło jak na tę porę roku. Wielokilometrowy podjazd mnie zmasakrował, w 2/3 trasy stwierdziłem, że na "wielką" się dziś nie porywam. Prawie wyplułem płuca. Tfuuu!
Odbiliśmy zatem po skalnym rumowisku na Kalenice (trzeci najwyższy szczyt 964m n.p.m.). Wokół piękna natura, trasa była urozmaicona, było też sporo podchodzenia, przebijania się przez warstwy chmur,  ale na szczycie czekała na nas wierza widokowa z piękną panoramą na masyw pokryty kolorami jesieni.

 

Zjazd był ciekawszy (przynajmniej dla mnie) rower kicał po kamieniach miękko jak kaczuszka. Stwierdziłem, że polecę trochę bardziej hardkorowo i poleciałem :) Wszystko poszłoby elegancko gdyby nie te cholerne mokre liście! Uślizg przedniego koła spowodował efektownego dzwona przy słusznej prędkości. Cud, że się nie połamałem. Skończyło się na naciągniętym grzbiecie przez który jak się potem okazało dawał mi w kość przez kolejne 48h. Po sekcjach zjazdowych znów musieliśmy się wdrapać na przełęcz drogą 384, gdzie niegdyś ganiały rajdówki Elmotu. Zjazd z niej w kierunku Jodłownika był świetny: mokry asfalt, liście i serpentyny...łiii

rotwild c1.fs

Dzień 2 - Skały Adrszpasko-Teplickie

Drugiego dnia połamany po dzwonie na Kalenicy wybrałem się z ekipą do Czech. Do unikatowego miejsca położonego po drugiej stronie Sudetów. Jako bazę wybraliśmy Teplice nad Metuji, skąd wyruszyliśmy w trasę wokół masywu skalnego.

teplickie skaly

teplickie skaly

teplickie skaly

teplickie skaly

Ostatnia południowa sekcja zjazdowa zasługuje na osobny akapit. Podobnie jak dzień wcześniej mokra, śliska i szybka. Dla mnie za szybka i zbyt śliska :)

 

Dzień 3 - Rychlebské stezky

Trzeba spełniać swoje marzenia. Była okazja to stwierdziliśmy, że nie można jej za żadne skarby przepuścić!

 

Trzeci dzień rano zapakowaliśmy znów rowery na auto i ogień do Cernej Vody zobaczyć słynne Rychlebské stezky. Ponieważ akurat był poniedziałek, więc szlak świecił pustkami do tego stopnia, że po drodze na szczyt i przy zjeździe nie spotkaliśmy żywej duszy. Było elegancko - cały park dla nas! Plan był prosty. Wjechać na samą górę i zjechać na dół technicznymi sekcjami SuperFlowa.
Droga w górę wiodła szutrami, urokliwym szlakiem Wiessnera i na końcu ciężkim technicznie Walesem. W najwyższym punkcie zrobiliśmy sobie przerwę na podziwianie okolic.

rychlebske stezky

rychlebske stezky trail wiessnera

rychlebske stezky trail wiessnera

rychlebske stezky trail wales

Podczas zjazdu nie było czasu nic cykać, ale powstał film którego zajawka poniżej:

 

Click me

Skomentuj